top of page
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

Scytyjski kołczan - gorytos

Rekonstrukcja wykonana na potrzeby Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza
Rekonstrukcja wykonana na potrzeby Muzeum Archeologicznego Środkowego Nadodrza

GORYT - scytyjski futerał na łuk i strzały, forma sajdaka przypinana do pasa. (Włodzimierz Kwaśniewicz, "Encyklopedia dawnej broni i uzbrojenia ochronnego", wyd. Bellona, Warszawa 2022)

W marcu 2026 miałem okazję wykonać rekonstrukcję takiego artefaktu. Wymagania były konkretne. Goryt miał być częścią wystawy muzealnej poświęconej obecności Scytów na ziemiach polskich. Miał to być ekwipunek zwykłego, prostego wojownika. Dodatkowo miał być w pełni funkcjonalny, z racji planowanego, okazyjnego wykorzystania podczas wydarzeń organizowanych przez Muzeum. Miał działać tak, aby załadowany łukiem i strzałami znalazł się przy boku rekonstruktora i spełnił swoje zadanie.

Nie było łatwo zebrać materiał do takiej rekonstrukcji.

Wizerunków gorytów w starożytnej sztuce znajdziemy mnóstwo. Zarówno na wyrobach scytyjskich rzemieślników - jak na poniższym przykładzie, jak i greckich wazach, albo monetach. Pokazują kształt - a w zasadzie kształty i na dobrą sprawę niewiele więcej. Brakuje ważnych szczegółów.


Goryt prze pasie bogatego wojownika, oraz przy boku wyraźnie biedniejszego pieszego woja.
Goryt prze pasie bogatego wojownika, oraz przy boku wyraźnie biedniejszego pieszego woja.

Jak dotąd nie znaleziono żadnego kompletnego egzemplarza. Zachowały się jedynie szczątki - wśród których na pierwszy plan wysuwają się złote płyty zdobiące niegdyś fronty "królewskich" gorytów. Pierwsza taka płyta została znaleziona w grobowcu w Czortomłyku. Kolejne trzy podobne wyszły zapewne spod ręki tego samego mistrza (albo przynajmniej z jego warsztatu). Kolejna, podobna znalazła się nawet w królewskim, macedońskim grobowcu. Zapewne wiele innych padło przez lata łupem rabusiów plądrujących scytyjskie kurhany w poszukiwaniu skarbów.


Złota płyta gorytu z Czortomłyku. Pokazuje dokładnie jak ukształtowana była dolna część. Dzięki temu można już rozpracowywać jak wykonana była konstrukcja, którą płyta okrywała.
Złota płyta gorytu z Czortomłyku. Pokazuje dokładnie jak ukształtowana była dolna część. Dzięki temu można już rozpracowywać jak wykonana była konstrukcja, którą płyta okrywała.

Trzeba było kopać dalej - choćby w poszukiwaniu jakichkolwiek śladów z czego i jak wytwarzali Scytowie swoje wyroby - no i w końcu się udało znaleźć coś konkretnego.

Udało mi się znaleźć publikację pani Mariny Daragan z opisem scytyjskiego kołczanu znalezionego w kurhanie nr 5 w okolicy miejscowości Bulgakowo (w razie potrzeby chętnie się podzielę tą publikacją, wystarczy do mnie napisać). Był to pochówek pary raczej zwykłych ludzi. Wśród artefaktów z jakimi zostali pochowani - jak przystało na Scytów - był skórzany kołczan ze strzałami. Kołczan zachował się na tyle dobrze i został dokładnie opisany i zilustrowany. Co w połączeniu z pozostałymi źródłami stało się podstawą dalszych prac.

W tym miejscu mała dygresja. Ktoś mógłby słusznie zauważyć, że przecież kołczan, a gorytos to będą dwie różne rzeczy i niekoniecznie musiały być do siebie podobne. Też zadawałem sobie to pytanie. Poszukując na nie odpowiedzi połączyłem takie kropki. Herodot pisze, że Scytowie wyruszając na wyprawy zabierali duże zapasy strzał i mieli przy sobie zapasowe łuki oraz czasami 2 lub 3 kołczany. Historycy badając źródła pisane wskazują czasami na sprzeczne informacje - na przykład zamienne stosowania określeń gorytos albo kołczan. Układa mi się to tak, że szykując ekwipunek na wyprawę Scyta szykował jeden futerał do którego pakował łuk w głównej komorze i strzały w dodatkowej. Do drugiego futerału pakował zapasowy łuk (jeśli miał) albo tylko zapas strzał - tyle ile dał radę zmieścić w dwóch komorach. I w ten sposób goryt zamiennie, w zależności od sytuacji (i obserwacji kronikarza) stawał się kołczanem i na odwrót. Kołczan z Bulgakowa bez problemu pomieściłby w głównej komorze łuk. A nawet dałoby się zapakować łuk ze zdjętą cięciwą (jako zapasowy) i jeszcze do tego dołożyć kolejny pęk strzał. Pragmatyczny, szykujący się do wyprawy koczownik wykorzystywał każdą dostępną przestrzeń w bagażu. Idąc dalej - jeżeli sam wykonywał dla siebie ekwipunek, lub zamawiał u jednego rzemieślnika - to nawet jeżeli wykonywał dedykowany goryt i dedykowany kołczan - to były one do siebie raczej podobne pod względem technologii wykonania. Nie sądzę by w ramach swojego rzemiosła ktoś ograniczał się tylko do jednego specyficznego wyrobu. Według mnie wychodziły te przedmioty spod jednej ręki (z jednego warsztatu?), były do siebie podobne pod względem wykonania i tylko w zależności od potrzeb użytkownika służyły tak albo siak. Tak więc zachowany kołczan z pochówku - stał się podstawą do dalszego opracowywania gorytu. Zresztą i tak nie było lepszego materiału do rekonstrukcji.

Na tym zdjęciu widzimy ogólną postać kołczanu z Bulgakowa. Jest on wykonany ze skóry, z drewnianym wzmocnieniem na jednej krawędzi. Pod względem konstrukcji - trapezoidalny w kształcie, ma jedną dużą komorę prawdopodobnie przedzieloną dodatkowo wewnątrz (ciężko określić czy dodatkowa skóra była przegrodą czy po prostu ścianka tylna była dwuwarstwowa), wypełnioną strzałami (groty z brązu widoczne na dole zdjęcia, te zielone), oraz mniejszą kieszeń ze strzałami naszytą od frontu, ta była zamykana integralną klapą. A jej powierzchnia była chyba celowo perforowana (regularne odstępy pomiędzy dziurkami) co z dodatkowym materiałem pod spodem tworzyło ozdobny wzór. Konstrukcja wzmocniona była pojedynczą drewniana listwą. Zamontowaną wzdłuż krawędzi szycia skóry za pomocą drewnianych kołeczków - gwoździków.

Całość mierzy 50 cm długości - a zachowane strzały były odrobinę krótsze. Scytyjskie łuki miały różne rozmiary, były zarówno długie jak i krótkie - te ostatnie biorąc pod uwagę dostępną ikonografię oraz długości zachowanych strzał przeważały. Łuk pasujący do strzał z Bulgakowa byłby niewielki - i z założoną cięciwą spokojnie zmieściłby się w dużej komorze tego futerału. Co jak dla mnie potwierdza moją teorię na temat możliwości zmiennego ich używania. Gdyby wspomniana wcześniej wewnętrzna warstwa skóry była jednak przegrodą, to główna komora miałaby miejsce zarówno na strzały jak i na łuk. Dalszy opis pomieszam z przedstawieniem mojej rekonstrukcji. Miejcie na uwadze, że jest to interpretacja wykonana przez współczesnego rzemieślnika na bazie raczej skąpych informacji - w niektórych miejscach musiałem improwizować i zrobić coś inaczej. Była to moja pierwsza praca w tym temacie. Dziś wiem, że w kilku miejscach dałoby się zrobić coś lepiej i dokładniej - tu wkraczałem na nieznane wody.

Po pierwsze wymiary. Mój goryt jest znacznie większy od tego znalezionego kołczanu. Rozmiar musiałem dopasować pod wymagania - konieczność pomieszczenia łuku i strzał, jakie będą używane w czasie zajęć. Długość strzał wyznaczyła rozmiar mniejszej kieszeni, a ta z kolei wymusiła powiększenie całości. Jak widać na zdjęciu w pracach posiłkowałem się przymiarkami do łuku, który co prawda nie jest scytyjski, ale z racji podobieństw kształtów idealnie mi do tego pasował. Nie znałem długości łuku jaki będzie docelowo mieszkał w gorytosie - więc pewien zapas z pewnością nie zaszkodzi. Zachowując proporcje wymiarów ze znaleziska - ułożyło się to elegancko.


Jeszcze jedno ujęcie znaleziska, z rozpisanymi widocznymi warstwami skóry.

W górnej części wydaje się do dosyć nagmatwane - dodatkowo z opisu wynika, że niektóre fragmenty mogły być dodawane w wyniku napraw. W tym rejonie kumulują się elementy które sprawiły trochę problemów. Są tu dodatkowe poziome warstwy skóry, oraz elementy "zamykające" kieszeń, czyli resztki klapy oraz coś, czego nie wykonałem: taki dodatkowy element okrywający kieszeń. Widzę to tak, że okrywałby kieszeń ze strzałami z tej strony (podczas przenoszenia), ale jako wykonany osobno mógł się składać dla ułatwienia szybkiego wydobycia strzał. Widoczny jest także na przedstawieniach - musiał być na tyle widoczny, że artyści zwracali nań uwagę i uznawali za stosowne to przedstawiać.

Tak to wygląda u mnie. Jeden dodatkowy poziomy pas skóry wzmacnia górną część komory głównej. Zostawiłem część krawędzi nie zszyty - wycięcie umożliwia wsuniecie dłoni do środka i szybkie uchwycenie łuku. A ten dodatkowy pas skóry usztywnia to miejsce - bez niego wywijałoby się odsłaniając zawartość.

Drugi poziomy pas skóry służy zarówno do zamontowania klapy zakrywającej lotki, jak i usztywnienie tego miejsca pod rozcięciem.

Te obszary były zdobione - powierzchnia miała trasowane wzory i malowanie, których nie udało mi się rozszyfrować (może kiedyś), ograniczyłem się więc do skromnego ozdobienia wybitymi otworkami i przeplecionym rzemieniem. Rozwiązanie znane i stosowane przez Scytów - więc moim zdaniem dopuszczalne w rekonstrukcji.

Frontalna kieszeń wykonałem bazując na koncepcji ze znaleziska, ale z drobnymi zmianami. Nieco inny jest rozkład wybitych otworków, przez które widoczna jest spodnia warstwa - w oryginale był prawdopodobnie materiał, ja dałem cieńszą skórę w innym kolorze. Trochę wzmacniającego szycia też daje ekstra efekt. Kropkowaną powierzchnię widać czasami na przedstawieniach - w bogatszych wyrobach mogły to być np. złote guzy, w gorycie mniej zamożnego wojownika mógł to być taki zamiennik.


Jako jedyny metalowy element mojego gorytosu pojawiły się za to mosiężne gwozdki mocujące drewnianą listewkę ułożoną wzdłuż krawędzi szycia. W znalezisku była ona zamocowana za pomocą drewnianych kołeczków. Wykonanie takowych w ramach tego projektu byłoby możliwe, ale obawiałem się trochę o trwałość - nie chciałem też ryzykować pod sam koniec montażu. Kolejne wzmocnienie to łezkowaty w kształcie kawałek drewna, który trafił na spód. W znalezisku się nie zachował - zachował się natomiast kształt skóry, wskazujący że coś takiego mogło tam być. Kolejność była taka - najpierw szycie skóry, potem wykonanie pasujących drewnianych wzmocnień i połączenie ich przed montażem w gorytosie. A na koniec dopiero wciśnięcie wzmocnienia w konstrukcję i zabezpieczenie przed przemieszczaniem (lub wypadnięciem) gwozdkami. Po co tyle zachodu? Scytyjski łuk z wygiętymi gryfami będzie się wygodnie mieścił. Dolny gryf jest chroniony od spodu. Drewniana listwa wzdłużna pasuje jako zabezpieczenie założonej cięciwy. Ten delikatny i newralgiczny składnik łuku byłby narażony na ściskanie i inne uszkodzenia. A przy dobywaniu łuku z gorytosu w razie nagłej potrzeby - zaczepiona gdzieś wewnątrz mogłaby się łatwo zerwać w najmniej oczekiwanym momencie. No i ten kształt jaki uzyskałem idealnie pasuje do tego jaki znamy ze złotych płyt czy widocznych na przedstawieniach.

Aa co z tyłu?

W oryginale zachowały się fragmenty skóry, które raczej pojawiły się jako łatki w uszkodzonych miejscach. Były wycięcia. Był też poziomy rząd dziurek po szyciu z odciśniętym w skórze sznurkiem. Czyżby pozostałości jakiegoś "systemu" przenoszenia? Tego nie dało się w żaden sposób odtworzyć na podstawie ilustracji, pozostawiając sporo miejsca na domysły i spekulacje. Ostatecznie wykonałem to tak: zapleciony z rzemieni sznur przeplotłem przez wycięte otwory i zamiast wszywania na stałe zabezpieczyłem podszytą od spodu skórką. Sznur tworzy dwie pętle na których można zawiesić goryt u pasa. Dzięki temu pozostaje możliwość regulacji i dopasowania. Scyta który już wiedział jak będzie to nosił - mógł to sobie wszyć na stałe.


Efekt ostateczny spełnił oczekiwania. Wizualnie pasuje do tego co przedstawiają antyczni ilustratorzy. Konstrukcyjnie - mieści się w możliwościach technicznych koczownika pracującego w swoim obozowisku z użyciem prostych, ręcznych narzędzi. I co najważniejsze - działa zgodnie z przeznaczeniem. Zanim wykonany gorytos trafił na muzealną wystawę udało mi się troszkę do niego przymierzyć i sprawdzić od strony użytkowej. Jest co prawda dość duży - dopasowany do większego niż kompaktowy scytyjski łuk - i przez to dla pieszego łucznika mógłby być na dłuższą metę niewygodny. O rozmiar mniejszy, przy pasie konnego wojownika, z kompaktowym łukiem i sporym zapasem strzał to już inna sprawa. Łuk jest na lewym boku, łatwo dostępny i gotowy do akcji. Wprawny łucznik może po niego sięgnąć w każdej chwili. A jeśli dodać do tego strzały przenoszone z łukiem w głównej komorze - jednym ruchem można mieć w ręce broń i parę strzał. Wyciągnięcie kolejnych wbrew pozorom wcale nie jest trudne. W rękach wytrenowanego wojownika - groźna broń, zwłaszcza jak na tamte czasy.

Bardzo się cieszę że mogłem wykonać ten projekt. Był okazją do zagłębienia się w świat Scytów - ich łucznictwa, uzbrojenia i sztuki wojennej, ale także bogatej historii. Ale o tym będzie w kolejnych postach.

Zapraszam do komentowania i dyskutowania - może jakąś myśl rozwinąć dokładniej?

Komentarze


CZARNYMLESIE.png
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Black Pinterest Icon
bottom of page