top of page
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

Bitwa pod Verneuil 17 VIII 14124 r.

26 sie
4 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 27 sie

Kontynuując wątek wykorzystania długiego łuku na polach bitew warto przyjrzeć się bitwie pod Verneuil. Nazywana jest czasami "drugim Aznicourt" - głównie ze względu na znaczne straty, jakie w tym starciu poniosła połaczona armia francusko-szkocka. A na przeciw siebie mieli armię angielską, której trzon tworzyli właśnie łucznicy. W jakim stopniu ich obecność na polu bitwy przyczyniła się do zwycięstwa?


W centrum przez większość bitwy trwało wyrównane, bezpośrednie starcie.
W centrum przez większość bitwy trwało wyrównane, bezpośrednie starcie.

17 sierpnia 1424 roku.

Anglicy kontra Francuzi i Szkoci.

Po stronie angielskiej, pod dowództwem Jana z Bedford wśród 8,5 tysiąca walczących jest 5,5 tysiąca łuczników. Zostali oni rozmieszczeni na skrzydłach, dodatkowo rozciągnięci przed frontem oraz w umocnionym wozami obozie.

Naprzeciw mieli znacznie liczniejsze - od 14 do 16 tysięcy - siły sprzymierzonych. A tworzyły je: francuska piechota i spieszone rycerstwo w liczbie ok. 6 - 7 tys., drugie tyle pieszych szkotów, w tym łucznicy (rozmieszczeni na prawym skrzydle), a ponadto najemna, longobardzka kawaleria w liczbie ok 2 tys. - w zdecydowanej większości na lewym skrzydle wojsk sprzymierzonych.


Bitwa rozpoczęła się wcześnie rano, gdy angielskie siły podeszły na zasięg strzału, zabezpieczyły swoje pozycje wbitymi w ziemię palami i zaczęły zasypywać przeciwnika strzałami. Na swoim odcinku walkę z nimi nawiązali szkoccy łucznicy. Wywiązała się pomiędzy nimi zaciekła "strzelanina". Szkoci może i mieli słabsze łuki, ale nadrabiali zaciekłością i wcale nie gorszym wyszkoleniem. Francuski kronikarz Jean de Waurin napisał, że "było to starcie tak straszne, że ciężko było na to patrzeć". W kolejnej fazie bitwy w tym rejonie pojawi się także ciężkozbrojna francuska kawaleria. Jej próba obejścia Anglików od tyłu zostanie jednak bez problemu odparta skutecznym ostrzałem. Dobrze to świadczy o tych łucznikach - przeciwnik na tyłach nie wywołał paniki, został skutecznie zneutralizowany.


Nieco gorzej było na prawym skrzydle Anglików. Skoncentrowana w tym miejscu była ciężkozbrojna, najemna jazda longobardzka. W pełnym, płytowym opancerzeniu ludzi i koni. Przeprowadzili oni zdecydowany atak na pozycje łuczników. Na nic się zdały długie łuki z potężnymi strzałami w rękach wytrenowanych wojaków, schowanych za rzędami zaostrzonych kołków. Strzały mogły lecieć gęsto i celnie. Ale nie wyrządziły one większych szkód. Tym razem pancerz okazał swą wyższość. Szarża była skuteczna. Najemna jazda rozpędziła prawe skrzydło angielskich wojsk na cztery wiatry.

Gdyby porównać to do bitwy pod Azincourt? Tam także atak ciężkozbrojnych formacji przełamał linie łuczników. Ale formacje były opancerzone nierównomiernie - wielu miało słabsze lub niekompletne zbroje - i ostrzał zadał tam na tyle ciężkie straty, że atak ostatecznie został powstrzymany. Pod Verneuil były jednolicie, doskonale opancerzone formacje, które okazały sie bardzo odporne na strzały z długich łuków. A do tego atakowały konno, szybko, nie dając czasu na metodyczne ostrzeliwanie. Znacznie redukując ilość przyjmowanych na siebie strzał. A więc także ograniczając prawdopodobieństwo, że któraś szczęśliwie trafi. Na tym moglibyśmy zakończyć rozważania. Pancerz (i manewr) wygrał z bronią. Bezsprzecznie pancerz płytowy chronił przed strzałą wystrzeloną z longbowa. Łuk nie był cudowną bronią, masakrującą każdego przeciwnika.

Co więc takiego wydarzyło sie na polu bitwy pod Verneuil, że jednak to po stronie angielskiej ostatecznie zostało zwycięstwo?

Longobardzka kawaleria po rozbiciu linii łuczników skierowała się w stronę umocnionego, wrogiego obozu. I tam utknęła na resztę bitwy, wdając się w utarczki z obrońcami. Nie odegrała już ważnej roli w dalszym starciu.

Natomiast rozpędzeni przez nich łucznicy - wrócili na pole bitwy. Nie byli pokonani, nie ponieśli wielkich strat, nie porzucili swojej broni. Uniknęli walki której nie mogli wygrać (z ciężkozbrojną jazdą), ale gdy tylko oderwali się od napastników, zaprowadzili porządki w szeregach i stopniowo wracali. Zadziałały zapewne wysokie morale oraz wewnętrzna organizacja i integracja poszczególnych kompanii łuczniczych. Ludzi którzy znali się i trenowali razem w swoich rodzinnych stronach, nie mieli problemu z trzymaniem się razem w warunkach pola bitwy. Kierowani byli przez doświadczonych dowódców niższego i wyższego szczebla, którzy wiedzieli jak ich poprowadzić. Nie zadziałali na oślep. Rozeznali się w sytuacji i dobrze wybrali miejsce w którym włączyli się do walki. Wracając na pole bitwy pojawili się na odsłoniętej teraz flance francuskiego centrum. Tam gdzie mogli - zaczęli z łuków ostrzeliwać akurat słabiej opancerzonych przeciwników. A do tego robili to z boku, lub od tyłu, co miało dodatkowy efekt. Łatwiej było znaleźć niechronione miejsca, w które można było celować. Niektóre oddziały wdały się w bezpośrednią walkę, zmuszając Francuzów do rozciągnięcia swoich linii i uniemożliwiając im atak na tych, co walczyli z dystansu. Takie połaczenie dało morderczy efekt i zadało największe straty. Wkrótce doprowadziło też do załamania i ucieczki Francuzów. Szkoci pozostawieni na polu zostali otoczeni i zdziesiątkowani. Bitwa była wygrana.


Jak więc widać to nie tyle sam łuk i strzały dawały przewagę i prowadziły do zwycięstwa. Nie sam łuk, ale ludzie którzy sie nim posługiwali to robili. Długi łuk dopiero w odpowiednich rękach stawał się groźną bronią. Przewagę dawali wyszkoleni ludzie - regularnie trenujący i rozwijający swoją siłę i umiejętności - stając się przez to łucznikami świadomymi cech swojego oręża. Sprawdził się system, który pozwalał na rekrutację do kompanii łuczniczych najlepszych i najsprawniejszych z nich. Tworzący zwarte i zmotywowane oddziały działające jak należy. Prowadzone przez dobrych dowódców. Takie były korzenie cienkiej, czerwonej linii w kolejnych epokach. Nie wybiegajmy jednak za daleko.

Wróćmy jeszcze na chwilkę pod Verneuil. I doceńmy szkockich łuczników. Może i nie są tak rozsławieni jak ich koledzy po fachu z Anglii, może i mieli słabsze łuki. Ale w czasie bitwy potrafili przez parę godzin nawiązać równorzędną walkę i sie utrzymać. Wymiana strzał była obopólna. Żadna ze stron nie osiągnęła przewagi dopóki nie nastąpiło okrążenie Szkotów. Wniosek, że rozmiar patyka nie ma znaczenia nasuwa się sam :)

Łuk, czy to długi czy krótki, i łuczniczy trening tworzył wojowników zdolnych przeciwstawić się ciężko opancerzonym rycerzom. I dać w taki czy inny sposób zwycięstwo. Warto mieć to na uwadze. Może samemu sie ruszyć z kanapy i trochę potrenować?

Skompletuj sprzęt, znajdź miejsce, ćwicz. Łatwizna.



Komentarze


CZARNYMLESIE.png
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Black Pinterest Icon
bottom of page