top of page
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

Dwa kołczany z Hedeby

28 paź
4 minut(y) czytania

Poszukując źródeł do rekonstrukcji sylwetki łucznika z epoki wikingów natykamy się między innymi na kołczan znaleziony w Hedeby datowany na IX - X wiek. Zestawienie skórzanych elementów wskazuje jednak, że znaleziono szczątki przynajmniej dwóch kołczanów. Dziś trochę o tym, jak ja zabrałem się do odtworzenia tego niezbędnego łucznikowi ekwipunku.


O tym, że mamy do czynienia z dwoma różnymi kołczanami świadczą przede wszystkim dwa rodzaje uszek do zawieszenia. Jeden wzór to trójkatny z okrągłym otworkiem, drugi w kształcie rombu, z otworkiem zbliżonym do trójkąta. Kwestia jak były używane przez łuczników - czy do przewleczenia paska bezpośrednio czy do przewleczenia rzemieni, którymi mocowano kołczan do pasa - to temat na osobne dywagacje.


Bawiąc się w układanie poszczególnych elementów wyodrębniłem sobie dwa zestawienia, szczególnie pasujące wyglądem do tego co przedstawiał szkic archeologów, oraz do wizerunków kołcznów w ikonogrfii. Pewnym wyznacznikiem były tu dwa elementy: kołnierz z krzyżykiem oraz ten półokrągły, który pasował tylko i wyłącznie na spód (widoczny na zdjęciu obok). Większe fragmenty musiały tworzyć główną część i w jakiś sposób wypełniać przestrzeń wyznaczoną przez te fragmenty. Troche pokombinowałem i w pierwszym z układów wyszło coś takiego ---->

A po "przełożeniu" na skórę, wyszło to tak:

Prosta konstrukcja, możliwa do ogarnięcia przy użyciu narzędzi dostępnych rzemieślnikowi tamtych czasów. Zszyta z dwóch kawałków skóry. Na krawędziach wszyte uszka do zawieszenia. Górna krawędź usztywniona paskiem skóry, obszytym następnie cienką skórą. Kształt bardzo dobrze odzwierciedla spotykane w ikonografii kołczany. Choćby na tkaninie z Bayeux, ale nie tylko. Prostota konstrukcji świadczy moim zdaniem na korzyść - takie coś było łatwe do wykonania i spełniało swoje zadanie. Czyli przenoszenie i zabezpieczenie strzał.

Charakterystyczny kołnierz z krzyżykiem mógł pojawić się w jakimś pojedynczym, wykonanym dla konkretnej osoby kołczanie. Taki ozdobnik wykonano także w prosty sposób. Dodatkowy kawałek skóry w kształcie trapezu, z naklejonym krzyżykiem wyciętym także ze skóry, rzemieślnik umieścił pod cienką skórą obszycia. Być może użył kleju, być może jedynie uformował na mokro wierzchnią warstwę. Tak, aby wzór byl dobrze widoczny. Nie było potrzebne specjalne formowanie skóry, tłoczenie itp. Co najwyżej dla ułatwienia sobie montażu zszył skórę w kilku miejscach. I w ten sposób uzyskał coś takiego:


Warto zauważyć, że takie obszycie ewidentnie nie służyło do zawinięcia i zabezpieczenia lotek strzał - wywinięcie było po prostu niemożliwe.
Warto zauważyć, że takie obszycie ewidentnie nie służyło do zawinięcia i zabezpieczenia lotek strzał - wywinięcie było po prostu niemożliwe.

Mała dygresja, zanim przejdę do omówienia drugiego kształtu. Dosyć często spotykam się z opinią, że kołnierz był odwijany i służył do zabezpieczenia lotek strzał. Wystających z kołczanu i narażonych np. na deszcz, albo wypadanie. Nie wydaje mi się to możliwe. Po pierwsze - kołnierz wykonany według wymiarów ze znaleziska byłby zbyt krótki i zbyt wąski. Po drugie - nie widać na nim jakichkolwiek otworków lub innego patentu umożliwiającego zawiązanie czy zamknięcie. A byłoby to potrzebne. Po trzecie - podważałoby to sens zdobienia kołnieża krzyżykiem, który byłby w takim położeniu niewidoczny. No i nie widać na żadnym przedstawieniu ikonograficznym takiego zabezpieczenia. Przypuszczam, iż gdyby rzeczywiście takie coś stosowano, przynajmniej jeden z widocznych na tkaninie z Bayeux łuczników miałby takie coś przynajmniej zaznaczone. Albo gdziekolwiek indziej. Ale się nie spotkałem z takim czymś. Skąd więc takie pomysły? Bardziej praktycznym rozwiązanie dla kołczanu z Hedeby byłby moim zdaniem osobny pokrowiec zakładany na lotki i obwiązywany wkoło wzmocnionego wlotu. Na dziś tyle wystarczy w tej kwestii. Wracam do tematu.


Problemy zaczynają się gdy chcemy dodać do kołczanu przynajmniej jeden z dwóch, podobnych do siebie, elementów w kształcie wydłużonej łezki. Widoczny obok szkic sugeruje, że znajdował się on na frontowej ścianie kołczanu.

Spotkałem się z kiedyś z podejrzeniem, iż ten element nie znalazł się w tym miejscu podczas produkcji, a w wyniku naprawy uszkodzenia kołczanu. Faktycznie. Strzały z ostrymi grotami umieszczane raz po raz w kołczanie i przemieszczające się podczas przenoszenia mogły prowadzić do stopniowego dziurawienia tej dolnej części. Zdolny rzemieślnik mógłby wyciąć uszkodzony obszar i wszyć nowy kawałek uzyskując coś takiego:


Zakładając, że kołczan ozdobiony krzyżykiem był wykonany na specjalne zamówienie dla kogoś wyjątkowego, można też załozyć celowe zaplanowanie takiego wyróżnika. Nawet jeżeli komplikował konstrukcję. Wygląda to całkiem efektownie. A znając zamiłowanie do zdobionej broni i ekwipunku - czemu nie. Wszak zdobiono miecze, topory, pasy, czemu nie zdobić łuczniczego ekwipunku?

Elementy w kształcie łezki znaleziono dwa. Nieznacznie różniące się kształtem i wymiarami. Mogły być elementami jednego kołczanu i zdobić zarówno front, jak i tył.

Mogły należeć do dwóch wykonanych w podobny sposób kołczanów. Mogły też być wszyte inaczej, niż na frontowej powierzchni. i stąd wziął się kolejny wykonywany przeze mnie kształt kołczanu z Hedeby.


Mając dwa podłużne kawałki skóry i dokładając do nich dwa elementy w kształcie łezki po zszyciu uzyskujemy całkiem foremną tubę. Pasującą do ikonograficznych przedstawień kołczanów. Co ciekawe, opierając się na wymiarach oryginalnych elementów ze znalezisk, układają się znowu w jedną spójną całość. Około 40 cm na boczny klin, potem parę centymetrów na wszyscie uszka i około 14 cm na kołnierz wzmacniający górną część kołczanu. Wszystko by się zgadzało. Po paru podejściach do takiego wykroju - udało się oszacować kształt poszczególnych elementów i wykonywać powtarzalnie kolejne egzemplarze. I wydaje mi się, że wykonanie takowego w warunkach prostego warsztatu sprzed tysiąca lat nie było problemem.





Jak widać możliwośći jest przynajmniej kilka. Z technicznego punktu widzenia - każda kolejna jest możliwa do wykonania przy uzyciu narzędzi i technik znanych w epoce. Każda kolejna spełnia swoje zadanie - pomieści wystarczająco duzy zapas strzał i pomoże przenieść je w wygodny sposób. Każdą z tych opcji możemy przypasować do wizerunków z dawnych lat i uznać za potwierdzone. Czy któraś z proponowanych przeze mnie rekonstrukcji jest słuszna? Uznaję, że są bardzo prawdopodobne. I z czystym sumieniem polecam którąś z nich do rekonstrukcji łucznika - wikinga. A że jest wybór pomiędzy róznymi opcjami - może to nawet lepiej.



Komentarze


bottom of page