Proca
Zaktualizowano: 13.10
Tradycyjna proca to jeden z najstarszych, a zarazem najprostszych do wykonania, rodzajów broni. Stosowana od epoki kamienia aż po czasy nowożytne. Do polowania i do walki. Bardzo efektywny sposób na zwiększenie zasięgu i mocy - pierwszego zapewne pocisku znanego ludzkości - kamienia. Jak proca trafiła na blog, co by nie było, o łucznictwie? Wykonałem jedną na zamówienie znajomego. Oczywiście przetestowałem, żeby nie było, że sprzedaję rzeczy które nie działają. Ten niepozorny wynalazek może dostarczyć sporo frajdy. Postanowiłem więc co nieco o tym napisać.

Aż chciałoby się powiedzieć - "koń, jaki jest, każdy widzi".
Koszyczek mieszczący pocisk - tu wykonany z kawałka skóry. Do tego dwa sznurki lub rzemienie - najlepiej plecione. Na jednym z nich pętla do założenia na palce. Drugi koniec prosty. Nieco dłuższy, tak, by wygodnie było chwycić podczas rozkręcania. Jednak nie za długi, aby nie zaplątał się w dłoń podczas wypuszczania. Długość dobrze jest dopasować do wzrostu użytkownika. Aby nie zawadzał o ziemię w czasie strzelania.

Nie sposób wymienić w jednym miejscu wszystkich możliwych i spotykanych historycznie materiałów używanych do wykonania tradycyjnej procy. Wcale nie musi być to skóra. Nieco więcej zachodu wymaga zastosowanie trzciny, albo większej ilości sznurka - ze względu na czasochłonne zaplatanie. Ale pod tym względem tradycyjna proca plasuje się jako przedmiot typowo surwiwalowy. Da się wykonać niemal bez użycia narzędzi, w każdych niemal warunkach, z tego co akurat mamy pod ręką, albo znajdziemy w terenie. Trzcina? sznurki? rzemienie? Da się.
Wśród przedstawień procy z najdawniejszych czasów wiele z nich przedstawia procarzy w czasie polowania. Także na ptaki - czyli cel wcale nie łatwy do trafienia. Dowodzi to, że we wprawionych rękach była to broń celna i skuteczna. Osiągnięcie biegłości w posługiwaniu się procą wymagało czasu. Na korzyść działała łatwa dostępność zarówno samych proc (można wykonać samodzielnie w prymitywnych warunkach), jak i amunicji - wystarczający niegdyś do treningu polny kamień można znaleźć wszędzie. To pozwalało wprawiać się od najmłodszych lat.

A skoro mowa o wprawianiu się w używanie procy ... trochę o BHP, żeby nie było że kogoś namówiłem, a potem kamienie okazują się twardsze od głowy ...
Jeżeli chodzi o pociski miotane z tradycyjnych proc: zaczęło się zapewne od przypadkowo znalezionego polnego kamienia. Potem dołączyły do tego już celowo wygładzone i zaokrąglone kamienie, potem kule z gliny itp. materiałów. Od starożytności spotykamy już pociski odlewane np. z ołowiu. Także w bardziej wyszukanych kształtach - wydłużone, z pozostawionymi ostrymi krawędziami. Dziś wielu procarzy używa do treningów piłeczek tenisowych - i jeżeli ktoś zainspirowany tym wpisem postanowi spróbować - do czego oczywiście zachęcam - zalecam stosowanie właśnie takiej, bezpiecznej amunicji.
Tyle BHP. Wracam do surwiwalu, polowań i pola bitwy. Proste i określiłbym - bezkosztowe - w wykonaniu, a przy tym skuteczne narzędzie do polowania w czasach gdy człowiek musiał się samodzielnie troszczyć o to, co miał na talerzu. Trudno o lepszą motywację do nauki procarstwa. Wprawiony w niezbędnych do przeżycia polowaniach procarz to dobry materiał na rekruta. Procarze pojawiają się więc masowo w armiach starożytnych. Np. w antycznej Grecji najbiednieszy nawet obywatel, którego nie było stać na tarczę i włócznię (niezbędnych aby stanąć w szeregch falangi) mógł uzbrojony w procę wspierać jej działania. Na drugim biegunie mamy np. procarzy balearskich, dobrze opłacanych i śmiertelnie skutecznych najemników. Sama proca jest określana jako najbardziej śmiercionośna broń lekkozbrojnych formacji. Wystarczy wyobrazić sobie nadlatujący z dużą prędkością ołowiany pocisk z ostrymi krawędziami.
Połączenie ekonomii i skuteczności powoduje, że proca nie zniknęła z pól walki także w średniowieczu. Możemy znaleźć wizerunki procarzy miotających pociski np. w czasie oblężeń, czy w bitwach na otwartym polu.

Tu widzimy takiego wśród atakujących mury jakiegoś zamku. W obronie działało to równie skutecznie. Fajnie było to pokazane w komiksie z lat siedemdziesiątych - "Opowieść o Popileu i myszach". Nawet najmłodsi i najubożsi mieszkańcy mogli bronić swojego grodu przed napastnikami.
(Tutaj procarz tuż obok łucznika wyposażonego między innymi w kołczan z Hedeby :) tak na marginesie, takie kołczany pojawiają się często w ikonografii, nie tylko na tkaninie z Bayeux, taka reklamowa dygresja).
Procarz, być może celowo, pokazany jest w uboższym niż łucznik, stroju. Że niby właśnie ludzie najniższego stanu z procą do walki szli, bo nie stać ich było na droższy oręż.
Ale spójrzcie na natępną ilustrację ...

Fejk, czy autentyk? Jeżeli autentyk, to okazuje się, że nawet konkretny rycerz którego stać było na pancerz, pawęż itp., nie gardził skutecznością procy w razie potrzeby. Na pragmatycznym polu walki liczyła się skuteczność, a nie jakieś dyrdymały o symbolice miecza itp.
Proca (lub byc może jej zamiennik w postaci chusty/szala) i umiejetność posłania morderczo skutecznego pocisku nie zniknęła. Rycerz zapewne nie zabierał na wyprawę procy, nawet na zapas. Ale jak potrafisz, to zawsze i wszędzie znajdziesz coś, czego można użyc do jej wykonania.
Może po prostu dzisiaj wydaje nam się to takie trudne. Kiedyś mogła to być pospolita umiejętność. Spróbujcie sami, da się tego nauczyć. Procę można zrobić, albo zamówić u mnie :)

Rozwinięciem tradycyjnej procy była proca drzewcowa. Kolejne przedłużenie ramienia wypuszczającego pocisk. Zwiększające zasięg i siłę rażenia (większa prędkość wypuszczenia pocisku). Skrajnym przypadkiem rozwinięcia tej broni byłby chyba trebusz. Miotający pociski już nie tylko do kruszenia wrogich czaszek, ale także murów obleganych zamków. To był jeden z kierunków rozwoju tej broni. Inny polegał na zwiększeniu potencjału amunicji. Od polnego kamienia, poprzez ostre ołowiane pociski, aż do miotania granatów można rozpisać jej rozwój. Ponoć ostatnim głośnym przykładem użycia proc były walki w czasie wojny domowej w Hiszpanii w latach 30tych XX wieku. Gdy używano tradycyjnych proc do miotania granatów ręcznych. Niestety to nie koniec historii tej archaicznej broni.
Napotkałem jeszcze nowsze ślady wskazujące na jej użycie.
Ale nie będę o tym pisał, no chyba, że chcecie. Wolałbym pozostać przy wizerunku tradycyjnej procy jako prostego w wykonaniu i wymagajacego jednak dużej zręczności w użyciu narzędzia. Niegdyś służącego do przeżycia. Dziś mogącego pozostać ciekawą alternatywą na spędzenie wolnego czasu - także z dziećmi. Troszkę sznurka, albo rzemienia, jakaś skórka na koszyczek. I wolny czas spędzony na próbie okiełznania praw fizyki aby trafić w dowolny cel. Byle nie w okno sąsiada (albo własne).
Na koniec, może troszkę ironicznie, coś dla miłośników zgłębiania tajników sztuki wojennej. Możesz mieć full wypas pancerz i top notch największy kij na boisku, albo coś. A i tak jakiś gamoń przyceluje kamykiem w czuły punkt i będzie po tobie :) Wiedzieli już o tym dawno temu.

Historię o Dawidzie i Goliacie i procy, to pominąłem całkowicie. Tyle już o tym napisano. Ale ... patrząc na współczesny świat, chyba o tej historii trochę zapomniano. A szkoda. Zróbcie sobie procę. I nauczcie sie trafiać w czuły punkt :)





Komentarze