top of page
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon

Przeciwko angielskim łucznikom - w bitwie pod Azincourt

13 sie
4 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 14 sie

W jednym z poprzednich postów, o tu:

wniknąłem nieco w sposoby działania angielskich łuczników w bitwach (głównie wojny stuletniej). Dziś przyjrzę się co mogło i działo się po drugiej stronie - tej, na którą spadały strzały. Czyli z czym musieli się zmierzyć francuscy wojacy.

Odwieczny wyścig pomiędzy bronią a pancerzem. Czy możemy jednoznacznie orzec, po której stronie była przewaga w czasie omawianych wydarzeń? Po stronie broni, czyli słynnego longbowa, w rękach wyćwiczonego strzelca? Czy też po stronie pancerza - zbroi noszonej przez wcale nie gorzej wyćwiczonych w walce francuskich zbrojnych?


Rybki i akwarium, czyli pancerz i siła ognia. A do tego umiejętności i wysokie morale. Wsparte organizacją, logistyką i sowitym żołdem.
Rybki i akwarium, czyli pancerz i siła ognia. A do tego umiejętności i wysokie morale. Wsparte organizacją, logistyką i sowitym żołdem.

Jedną z inspiracji do napisania tych artykułów był cykl filmów na kanale Tod's workshop na Youtubie "Arrow vs. armour". Warto obejrzeć, jeżeli jeszcze nie mieliście okazji. Filmy pokazują serię eksperymentów z użyciem wykonanych z dbałością o szczegóły replik uzbrojenia. Odpowiadają na zasadnicze pytanie, czy strzała z długiego łuku była zdolna do przebicia pancerza. I tu okazuje się, że zbroja radziła sobie całkiem nieźle. Zdecydowana większość strzał nie była w stanie przebić stalowego napierśnika albo hełmu. Strzały odbijały się lub pękały w zderzeniu z osłoną. Przebicia, jeśli były, to na nieznaczną głębokość. W przypadku hełmu - nawet wizura udowodniła, że wytrzyma bezpośrednie trafienie i ma szansę ochronić oko (i uratować życie). Nieco gorzej było w przypadku ochrony rąk i nóg, albo czepca czy kołnierza kolczego. Jako słabsze miejsca - których niestety nie da się uniknąć z uwagi na potrzebę zachowania mobilności - były narażone na przebicie albo znaczące uszkodzenia. Nie ulega jadnak wątpliwości, że drogi i solidny pancerz mógł dawać poczucie bezpieczeństwa swojemu właścicielowi. Do pewnego momentu ...


A w pełnej zbroi mozna wszystko, biegać, skakać, albo wspinać się po drabinie.
A w pełnej zbroi mozna wszystko, biegać, skakać, albo wspinać się po drabinie.

Ten moment mógł nadejść właśnie w czasie bitwy. Dla ułatwienia narracji skoncentruję się znowu na jednej - bitwie pod Azincourt w 1415 roku. Dokładny przebieg starcia można bez problemu znaleźć, nie będę więc w całości tego przytaczał. Wyłuskam tylko najważniejsze fragmenty. A zacznę od tego momentu, w którym ufni w swoją przewagę Francuzi ruszają naprzód, by dopaść butnych Anglików. Po stronie francuskiej jest przewaga liczebna. Według najbardziej ostrożnych kalkulacji ich armia liczy 12 tys. walczących, w tym 6 tys. ciężkozbrojnych, 3 tys. piechoty oraz 3 tys. łuczników i kuszników. Naprzeciw mają o połowę mniejszą - 6 tysięczną armię, w tym "zaledwie" 1 tys. ciężkozbrojnych. Dodatkowo wiedzą, ża angielska armia jest wyczerpana kilkudniowym intensywnym przemarszem i ma problemy z zaopatrzeniem. Co mogło pójść nie tak?

Francuski zbrojny ma do przejścia kilkaset metrów przez błotniste pole (jest październik, trochę przed bitwą popadało). W pewnym momencie na maszerujące szeregi spada salwa strzał wystrzelonych na maksymalnym dystansie - strat może i wielkich nie wyrządziła, ale daje ona do zrozumienia, że nie już odwrotu. Jedyną opcją jest dotrzeć do angielskich linii i stoczyć tam walkę. Dystans się zmniejsza, rozpoczyna się coraz intensywniejszy ostrzał. Łucznicy z longbowami, nawet jeżeli nie strzelają w maksymalnym tempie, robią to jednostajnie i celnie.

Jak pokazały eksperymenty Toda - maszerujący rycerz co chwila otrzymuje silne trafienie. Trafiająca strzała może nie powala i nie przebija pancerza, ale odbija się albo pęka z trzaskiem. Trafienie w hełm jest bolesne tak czy siak, nawet bez penetracji. I daje do myślenia. W powietrzu na wszystkie strony latają odłamki nie mniej groźne niż strzały z których pochodzą (a pod pewnymi względami wręcz przeciwnie - mogą być nawet bardziej niebezpieczne, o czym za chwilę) i trafiają już z każdej strony w maszerujące postacie. Nawet z boku lub z tyłu.Pancerz, nawet jeżeli jest najlepszy z możliwych, ma słabe punkty. Trafienia powodują uszkodzenia - oberwanie pasków, zakleszczenie poszczególnych folg pancerza. Tworzy to niebezpieczeństwo, że kolejne trafienie będzie właśnie w miejsce gdzie pancerz jest już uszkodzony. Dodatkowo eksperyment Toda pokazał, że połamane promienie strzał też są groźne. Wizura hełmu zatrzymała grubą strzałę z grotem, ale nie zatrzyma odłamka, kilkucentymetrowej drzazgi. A powodowane przez takie "drobiazgi" rany może i nie są śmiertelne, ale osłabiają i mogą powodować straty. Mimo wszystko więc, pojawiają się ubytki w szeregach, widoczne dla innych atakujących. Nawet jeżeli ty sam unikniesz szczęśliwie trafienia w rękę, nogę, wizurę - widzisz jak obrywają twoi towarzysze. Ci słabiej opancerzeni obrywali na pewno. Nawet patrząc na zestawienie liczby walczących widać, że nie każdy na polu bitwy był szczęśliwym posiadaczem pancerza najlepszej klasy. Wśród rycerstwa jedynie najbogatszych stać było na pełną ochronę. Wielu musiało zadowolić się słabszymi, starszymi, być może niekompletnymi zbrojami. Wśród piechoty dominowały "miękkie" ochrony wsparte jedynie elementami płytowymi w newralgicznych miejscach. Nie każdy hełm miał osłonę twarzy. Wychodzi na to, że mniej niż połowa armii była odporna na ostrzał.

Salada w typie francuskim.
Salada w typie francuskim.

Połączenie tego wszystkiego - hałasu, uderzeń, drobnych ran, widok strat w szeregach - wywierało zapewne niemały wpływ psychologiczny. Ponoć Francuzi przytłoczeni ostrzałem opuszczali głowy w dół i osłaniali się jak mogli, aby przeć naprzód. A im dalej tym gorzej - dystans przebyty po błotnistym polu, świadomość, że kolejna strzała może być już śmiertelna, ograniczona widoczność i narastający w miarę skracania dystansu ostrzał, być może jakieś mniejsze lub większe obrażenia. Obicia czy zadrapania wraz z upływem czasu staną się coraz bardziej uciążliwe. Gdy mimo wszystko uda się dojść - jeszcze tylko zapora z zaostrzonych pali. A za nią gotowi do walki, przemieszani z łucznikami angielscy ciężkozbrojni. Sami łucznicy też nie są bezbronni. Słabiej opancerzeni, to fakt. Mają jednak broń boczną (miecze, młoty maul) i potrafią się nią posługiwać. I tym właśnie zakończyła się bitwa pod Azincourt. Wcale nie za pomocą łuków, ale bezpośrednim starciem pomiędzy pozostającymi zapewne w lepszej kondycji Anglikami, a mocno osłabionymi i zamęczonymi ostrzałem Francuzami.

Jakie wnioski można z tego wyciągnąć?

Na ostateczny wynik bitwy miały wpływ różne nakładające się na siebie czynniki. Z pewnością nie można stwierdzić, że tylko i wyłącznie użycie długiego łuku dało zwycięstwo angielskiej stronie. Może i strzelali oni mocno i celnie, ale potrzeba było owego szczęśliwego trafu, aby powalić strzałą dobrze opancerzonego rycerza. Zmasowany ostrzał spowolnił, przetrzebił i osłabił natarcie. Do starcia bezpośredniego i tak doszło. Dzięki dobremu opancerzeniu udało się Francuzom nacierać i doprowadzić do walki, a nawet chwilowego przełamania. Zabrakło im już jednak sił na pokonanie przeciwnika i ostatecznie otoczeni zostali pokonani. Wygrała determinacja i wysokie morale łuczników oraz ich organizacja. A to mieli dzieki regularnym łuczniczym treningom. I tym optymistycznym akcentem zakończę :)


W Czaarnym Lesie możesz zaopatrzyć się w rekonstrukcje ekwipunku angielskiego łucznika i spróbować swoich sił w tym sporcie :)
W Czaarnym Lesie możesz zaopatrzyć się w rekonstrukcje ekwipunku angielskiego łucznika i spróbować swoich sił w tym sporcie :)

Komentarze


CZARNYMLESIE.png
  • Black Facebook Icon
  • Black Instagram Icon
  • Black Pinterest Icon
bottom of page