Zwyczajny kołczan
- wojciech-chirowski
- 4 maj
- 3 minut(y) czytania
Jak zrobić zwykły, dobry kołczan za niewielką kwotę.
Łucznik jak wiadomo potrzebuje strzał. A strzały trzeba w czymś przenosić. I dlatego kołczan stał się nieodłącznym elementem łuczniczego ekwipunku. Obecnie dostępny jest szeroki zakres tego co możemy wybrać. Do wyboru są dopracowane rozwiązania z nowoczesnych materiałów albo wykonane minimalnym kosztem, z kiepskich materiałów, proste pokrowce z jakąś minimalistyczną szlufką do paska. Nie każdy potrzebuje jakichś dodatkowych cech poza tą jedną zasadniczą. Nie każdy chce też dopłacać za jakieś ekstra ozdobniki, super wykończenie, szmery, bajery. Kołczan ma pomieścić parę strzał, dać się zawiesić na pasku gdy jest potrzebny (i równie łatwo odwiesić, gdy potrzebny nie jest). Prosto wykonany, ale solidnie, żeby nie rozpadł się po pierwszym sezonie użytkowania. A do tego niedrogi, tak by na jego rzecz nie trzeba było rezygnować z zakupu dobrych strzał.

Takie zapytania często słyszałem. "zrobisz mi jeszcze jakiś kołczan? Taki zwykły, coś prostego, do pasa, żeby nie było za drogo, ale solidnie". Oczywiście, że się da. Takie kołczany pojawiały się w każdej epoce i w każdym rejonie świata. Zwykły kawałek skóry (jaki był akurat łatwo dostępny) złożony na pół i zszyty, z dołożoną jakąś szlufką do paska. Co jeszcze można zrobić, to wzmocnić jakoś krawędź wlotu, żeby było wygodnie.
Co można było zrobić, żeby zredukować koszty? Pierwszym pomysłem było wykreślenie skomplikowanego systemu zawieszania - przede wszystkim pasków, które wymagałyby sprzączek i materiału. Kołczan z Hedeby - taki z wczesnego średniowiecza - miał jedynie uszka z otworkami do przewleczenia rzemieni, którymi wiązało się kołczan do pasa. Idealne rozwiązanie. Proste, skuteczne, łatwe do wykonania, nic się nie zepsuje (więc nie będziemy sobie w przyszłości zawracać głowy naprawą w przypadku zużycia - wystarczy wymienić rzemień). Da się to nawet zrobić bez specjalnego uszka - wykonując wzmocnione otworki w samej konstrukcji kołczanu. Tak, jak w tym przykładzie poniżej.

Kolejnym obszarem na którym dało się trochę przyoszczędzić był materiał. Te kołczany są nieco mniejsze, bardziej kompaktowe. Nie tylko uciąłem w ten sposób koszt materiału. Bardziej chodziło o to, że łatwiej było znaleźć w pracowni kawał skóry, z którego da się takie coś wykroić. Dodatkowo w miejsce zazwyczaj używanej skóry ok. 3 mm grubości lub grubszej - pojawiły się cieńsze, takie ok 2 mm. To w zupełności wystarcza. Może nie będzie aż tak solidnie, ale cóż, coś za coś. W realizacjach innych niż dla rekonstrukcji historycznej - najlepiej jak będzie to skóra zabezpieczona już w procesie garbowania. Tak by zmniejszyć nakład pracy potrzebnej do wykonania. Dobrze sprawdziła się na przykład skóra typu crazy horse. Jest nie tylko wytrzymała, ale także odporna na działanie wody itp. Oszczędzamy czas i środki na malowanie i konserwację.

I tak idąc tym tropem, realizując kolejne zamówienia ostatecznie wyklarował się całkiem niezły projekt. Poczynione oszczędności nie wpływają na ostateczną jakość - wciąż mamy dobry materiał, ręczne szycie i niepowtarzalny charakter każdego egzemplarza. Pomimo, iż powstają w małych seriach (co też sprzyja oszczędności w roboczogodzinach) do każdego mam indywidualne podejście i nie ma chyba dwóch takich samych.

Taki kołczan w zupełności wystarczy do tego, by załadować 10-12 strzał wystarczających na treningu czy jakimś turnieju. Projekt jest na tyle prosty, że da się niewielkim kosztem dodać jakieś modyfikacje. Np. w "systemie" przenoszenia.

Płaska powierzchnia sprzyja zdobieniu - plecionka lub własnym wzorem.


Kołczany takie wykonuje także w wersji dla rekonstruktorów - z zachowaniem odpowiednich materiałów oraz detali opartych na znanych z kołczanu z Hedeby. Ale o tym zrobię osobny post.





Komentarze